Sorry, you need to enable JavaScript to visit this website.
Jeden mały miś ukochał sobie miodek szczególnie. Postrzegany jako głupiutki, pewnie upodobał sobie miód z łakomstwa. A może to jednak była intuicja? Może jego misiowe jestestwo domagało się nie tylko słodyczy, ale także naturalnego antybiotyku i wzmocnienia odporności? No dobrze, w przypadku misia, o którym mowa, z pewnością chodziło tylko o słodycz. Ale ja sięgam po miód także ze względu na jego prozdrowotne właściwości. Choć walory smakowe równie mocno cenię. Miód jest świetny nie tylko do przygotowania świątecznych pierniczków czy kanapek na śniadanie. Doskonale zastępuje cukier, jak choćby w śniadaniowej owsiance, która dla moich dzieci musi być słodka, można nim także posłodzić herbatę, ale także uszlachetnić marynatę czy też ugotować z jego dodatkiem zupę, na przykład krem z marchewki z marchewkowym spaghetti.

Właściwości i smak miodu zależy głównie od tego, jakie kwiaty odwiedzają pszczoły. Pszczelarze, aby umożliwić pszczołom odwiedzanie obfitych pożytków i zebranie konkretnego rodzaju nektaru, często przewożą swoje pasieki, na przykład na wrzosowiska, w pobliże pól uprawnych, w okolice lasu, a swoje pasieki nazywają „wędrownymi”.

Jednym z najcenniejszych naszych swojskich miodów jest miód wrzosowy. Szczerze mówiąc, na mnie akurat nie robi wrażenia, może dlatego, że nie jestem ekspertką, a zwykłym zjadaczem chleba (z miodem). Moim ulubionym jest miód rzepakowy, jasnozłoty i łagodny w smaku. Szybko krystalizuje, dzięki czemu nie skapuje z kanapek.

Miałam okazję skosztować wiele rodzajów miodu podczas Dolnośląskiego Dnia Pszczelarza., między innymi właśnie wrzosowy. Jednak wróciłam do domu ze słoikiem miodu głogowo-akacjowego. Podczas imprezy poświęconej miodom i pszczelarzom, ale także pszczołom, można było dużo dowiedzieć się o tych niezwykle pracowitych owadach, poznać pszczele zwyczaje, spojrzeć na świat okiem pszczoły, a nawet… wsadzić głowę do ula. Powietrze z ula, chyba wszystko, co z niego pochodzi, ma dobroczynne działanie na nasz organizm, a inhalacje powietrzem z ula to swoisty element apiterapii, czyli leczenie niekonwencjonalne produktami pszczelimi. W ulu jest przyjemnie ciepło, głośno i pachnie w nim trochę miodem, a trochę, moim zdaniem – zwierzątkiem.

WINIARY ZwZWINIARY ZwZWINIARY ZwZWINIARY ZwZ

Oczywiście ul do inhalacji został odpowiednio zabezpieczony. Pszczoły, choć były zaledwie kilka centymetrów od twarzy, nie były groźne, bo oddzielała je od człowieka siatka. Mimo wszystko dziwnie czułam się, widząc chyba tysiące par pszczelich oczu wpatrzonych we mnie. No właśnie, a wiecie, że pszczoły mają poza jedną parą tradycyjnych owadzich oczu złożonych jeszcze trzy przyoczka – to oczy proste, dzięki którym widzą w ciemności, bardzo przydatne w ulu, w którym przecież tak wiele się dzieje, nawet w nocy.

Pszczoły tak naprawdę pracują 24h na dobę. W dzień sprzątają ul, zajmują się zbieraniem pożywienia, opiekują się potomstwem, sprzątają ul, budują kolejne plastry. Niekończąca się praca. Nawet w zimie, choć powszechnie panuje przekonanie, że w zimie pszczoły śpią. Tymczasem zimą pszczoły mają bardzo ważne zadanie – ogrzewają gniazdo. Tworzą tzw. kłąb zimowy, w którym chronią się przed zimnem. Tysiące pszczół tworzą jedno wielkie przytulne gniazdko, w którym utrzymują temperaturę 15-20 stopni, a w samym centrum kłębu, tam, gdzie znajduje się matka, może być nawet 30 st. Pszczoły wytwarzają ciepło „wibrując”, a energię czerpią ze zgromadzonego latem pokarmu. Kiedy pszczoły znajdujące się na obrzeżach kłębu zmarzną, przechodzą do środka, a ich miejsce zajmują inne pszczoły. Podobnie ogrzewają się pingwiny, chociaż te nie wibrują ☺️ Pszczoły są naprawdę świetnie zorganizowane. Wbrew pozorom w ulu nie rządzi matka, a właśnie cała społeczność. Pszczoły mają doskonały system porozumiewania się. Na przykład informacje o tym, gdzie znajdują się pożytki, które warto odwiedzić, przekazują sobie tańcem.

WINIARY ZwZWINIARY ZwZ

Dużo o pszczołach i miodzie opowiedziała mi pani Maria Agnieszka Klimowicz, która wraz z mężem prowadzi Pasiekę Smolecką. Tak naprawdę pani Maria opowiedziała mi dużo więcej. O tym, jak wygląda na co dzień życie w ulu, jak funkcjonuje społeczność pszczół, ile pracy ma pszczelarz, bo jego zadanie nie polega tylko na tym, żeby od czasu do czasu wpaść do pasieki po miód. W życiu pszczelarza dużo się dzieje, zdarzają się nawet prawdziwe akcje, takie jak zbieranie „bezdomnych” rojów pszczelich uwiązanych na drzewach niebezpiecznie blisko ludzi.

W ogrodzie pani Marii stoi ul „pokazowy”, do którego mogłam podejść zupełnie blisko i zobaczyć, co się wokół niego dzieje. Był dość chłodny poranek, pszczoły były spokojne i zupełnie nic sobie nie robiły z tego, że im się przyglądam. A dzięki przeszklonej ściance można było zobaczyć, co się dzieje w środku (zazwyczaj ścianka jest osłonięta drewnianą zakładką, żeby pszczoły miały w ulu ciemno i nie czuły się podglądane). Pozostałe ule zostały wywiezione w okolice wybranych obfitych pożytków, gdzie pszczoły mają pełne ręce roboty (właściwie nóżki:))

WINIARY ZwZWINIARY ZwZWINIARY ZwZ

Pasieka to nie tylko miód. Pani Maria z przetopionego i oczyszczonego wosku pszczelego robi piękne aromatyczne świece. Jedną z takich świec zrobiła specjalnie dla mnie, bardzo dziękuję za ten miły prezent. Od pani Marii wróciłam jeszcze z dwoma świeczkami dla dzieci i oczywiście słoikiem pysznego miodu nawłociowego. Ponieważ w moim domu mamy naprawdę niezły przerób miodu, z pewnością wkrótce znowu odwiedzę panią Marię. Tym razem zabiorę ze sobą swoje ciekawe świata, także tego pszczelego, dzieci.

WINIARY ZwZ

 

Autor: Agata

Ciesz się gotowaniem z Winiary - teaser full

Ciesz się gotowaniem z Winiary

Szukasz pomysłu na szybki obiad? A może sosu, który podkreśli smak Twoich dań? Z naszymi produktami z łatwością przyrządzisz aromatyczne potrawy na różne okazje.

Zobacz produkty