Aby ugotować dobrą zupę wystarczy wrzucić do wody warzywa, ewentualnie trochę chudego mięsa oraz zioła i przyprawy - większość zup ma tę zaletę, że „gotuje się sama”.
Zupa to najprostszy posiłek - jedyna trudność, ale zarazem prawdziwy sekret dobrej zupy leży w umiejętności jej przyprawiania. Najprostsze są zupy bez gotowania: wodzianka, chłodnik oraz hiszpańskie gazpacho. Najprostszą śląską wodziankę przyrządza się z czerstwego, ciemnego pieczywa z dodatkiem przeciśniętego przez praskę czosnku, wymieszanego z solą, który zalewa się po prostu wrzątkiem. Do smaku można do niej dodać podsmażonej na oleju cebulki ze skwarkami lub wędzonką. Chłodnik przyrządzamy mieszając z jogurtem starte na tarce rzodkiewki, ogórek i młode buraczki z dodatkiem siekanego szczypiorku i natki pietruszki, doprawiając całość solą i pieprzem. A gazpacho to po prostu sok pomidorowy z jogurtem i świeżo wyciśniętym ząbkiem czosnku, którym zalewa się pokrojone na kawałki świeże ogórki i pomidory, posypane posiekaną cebulką.
zwińrozwiń
Gotową zupę można też po schłodzeniu i przelaniu do szczelnego naczynia zamrozić - odgrzewamy ją potem wlewając do garnka pół szklanki wody. Rosół i inne czyste, nie zabielane mąką lub kaszą, wywary z mięsa i warzyw, możemy wykorzystać jako doskonałą bazę dla zup. Jak błyskawicznie wyczarować nowe zupy z rosołu? Ugotowany rosół możemy w ciągu kilku chwil zamienić w pyszną pomidorówkę, dolewając do niego sok pomidorowy, odrobinę oliwy z oliwek i doprawiając bazylią. Możemy także wyczarować z niego barszcz czerwony, dodając koncentratu z buraków, czosnku, cytryny i majeranku. W kilka chwil zamienimy też rosół w żurek, dodając do niego zakwas ze słoika, majeranek oraz podsmażoną na oliwie wędzonkę lub kiełbasę z cebulką. Jeśli natomiast do zimnego rosołu wrzucimy warzywną mrożonkę i ugotujemy warzywa do miękkości oraz przyprawimy do smaku ziołami - otrzymamy smakowitą zupę jarzynową. Podawaną na drugi lub trzeci dzień zupę możemy sobie „odmienić”, żeby nie znudzić się smakiem. W zależności od rodzaju zupy można posypać ją tartym żółtym serem (np. pomidorową, jarzynową), dodać do niej aromatycznych grzanek ziołowych (czerstwy chleb lub bułkę kroimy na sześcianiki i rumienimy na oliwie z oliwek z dodatkiem dowolnych przypraw), zakwasić zupę śmietaną albo dosłodzić mlekiem, wlać do niej sosu z pieczonego mięsa, dodać przyprawę w płynie Maggi lub zagęścić zasmażką z mąki. Jeżeli zupa przechowywana w lodówce zrobi się zbyt słona, można dolać do niej wody, ale najlepiej odsolić ją, gotując w niej połówki surowych ziemniaków, które „wciągną” sól, ten sposób nie sprawdza się jednak w przypadku rosołu, pomidorówki czy czerwonego barszczu. Pamiętajmy, by odgrzewać taką porcję zupy, która zostanie zaraz zjedzona - wielokrotne podgrzewanie całego garnka zupy powoduje utratę jej właściwości smakowych i odżywczych.
zwińrozwiń
Zupy to prawdziwie ekonomiczne potrawy. Wystarczy trochę warzyw, kawałek mięsa, a nawet... topionego sera! Należy do wody z kostką rosołową dodać rozpuszczony na maśle na teflonowej patelni serek topiony, posypać siekaną zieleniną, dodać łyżkę 12% śmietany lub jogurtu, wrzucić kilka razowych grzanek - i pożywna „zupa z niczego” gotowa! Ponad połowa Polaków uważa, że zupy to posiłek niedrogi i ekonomiczny*. Przyrządzenie litra zupy (porcja dla 4 osób) z sezonowych warzyw na wywarze z mięsa kosztuje w przybliżeniu 7 zł.
Od początku XX wieku przygotowanie zup stało się jeszcze prostsze: w 1897 roku chemik John T. Dorrance opracował technologię produkcji zup skondensowanych, które można było przechowywać dłuższy czas w puszkach. Zrobiły one furorę na całym świecie, jako racje żywnościowe dla turystów i żołnierzy, a nawet zyskały sławę jako object d'art dzięki obrazom Andy'ego Warhola. Kiedy w XX w. zaczęto produkować zupy w proszku, bardzo szybko podbiły one rynek, gdyż były łatwe w transporcie i w przygotowaniu. Początkowo zawierały sporo dodatków chemicznych, ale obecnie wymagania stawiane przez konsumentów sprawiają, że wiele firm, w tym WINIARY, bazuje wyłącznie na suszonych składnikach, co całkowicie eliminuje konieczność stosowania konserwantów.